Brak paliwa, który pustoszy Rosję, zmusza kierowców w całym kraju do stania w nieskończonych kolejkach po paliwo, przywołując wspomnienia niedostatku z czasów komunistycznych.
Wielomiesięczna kampania Ukrainy polegająca na atakach dronami na infrastrukturę naftową głęboko w terytorium Rosji zmusiła rafinerie do zamknięcia. Analitycy sektora energetycznego szacują, że w wyniku ataków wyłączono 25% lub więcej rosyjskich mocy przerobowych.
Szef największej rosyjskiej firmy naftowej nazwał nawet zniszczenia rafinerii „bezprecedensowymi”, wynika to z listu do prezydenta Władimira Putina, który wyciekł do rosyjskiej gazety Kommiersant.
Zasięg dronów i powszechne niedobory oznaczają, że rosyjscy cywile z dala od linii frontu odczuwają skutki wojny Putina z Ukrainą.
W syberyjskim Irkucku, około 3000 mil od Ukrainy, kolejki na stacjach benzynowych są tak długie, że lokalne władze obiecały zapewnić przenośne toalety dla Rosjan czekających wzdłuż drogi.
Jedna z takich kierowców, Alona Sadownikowa, powiedziała New York Timesowi, że ona, jej mąż i ich 18-miesięczne dziecko stanęli w kolejce o 23:00 w pewien ostatni piątek i czekali do 17:00 następnego dnia, aż w końcu udało im się zatankować.
Podczas tego 18-godzinnego koszmaru korzystała z toalety na stacji benzynowej, gdzie kupiła również przekąski, podczas gdy inni w kolejce dzielili się jedzeniem i zabawkami z jej dzieckiem.
Po raz pierwszy zauważyła brak paliwa w Rosji w połowie czerwca, kiedy próbowała zatankować na stacji benzynowej, ale nie mogła, ponieważ obsługiwała tylko osoby z kuponami reglamentacyjnymi.
„Byłam przerażona: Czy jesteśmy teraz w Związku Radzieckim, gdzie trzeba było mieć kupony, żeby kupić kiełbasę?” – powiedziała Timesowi 26-letnia Sadownikowa, pracująca w mediach społecznościowych.
Kryzys paliwowy dodatkowo obciąża rosyjską gospodarkę, która ucierpiała z powodu wysokiej inflacji i stromych stóp procentowych mających na celu opanowanie cen. Wysokie koszty pożyczek i słabnący popyt konsumencki doprowadziły do wzrostu liczby niewypłacalności, budząc obawy przed nadchodzącym kryzysem bankowym.
W sobotę Ukraina kontynuowała ataki dronami, tym razem na terminal naftowy w Petersburgu, który wcześniej był celem ataku w czerwcu podczas flagowej konferencji gospodarczej Putina.
Putin uznał kryzys paliwowy, ale zbył ukraińskie ataki na obiekty naftowe jako „niekrytyczne”. Mimo to Kreml zakazał eksportu benzyny i paliwa lotniczego, aby zapewnić więcej dostaw na rynek krajowy, a nawet importuje gaz z Indii – mimo że jest jednym z największych producentów ropy na świecie.
Wicepremier Aleksandr Nowak również bagatelizował sytuację, twierdząc, że rynek paliw jest „niełatwy, ale kontrolowany”. Z kolei minister finansów Anton Siłuanow zaprzeczył nawet, by kryzys spowodował gwałtowny wzrost cen benzyny.
Jednak ceny w rzeczywistości rosną, wśród sfrustrowanych kierowców czekających w kolejkach dochodzi do bójek, a niektóre stacje benzynowe są zamykane. W Krasnodarze, trzecim co do wielkości regionie Rosji, lokalny urzędnik poinformował, że zamknięto co najmniej jedną trzecią stacji benzynowych.
Na Krymie, ukraińskim półwyspie anektowanym nielegalnie przez Rosję w 2014 roku, brak paliwa zmusił władze do ogłoszenia, że paliwo jest teraz przeznaczone głównie dla służb komunalnych i ratunkowych, a sprzedaż dla ludności została wstrzymana, chyba że pozostaną nadwyżki.
Co więcej, Krym boryka się z przerwami w dostawie prądu i brakiem wody. Historycznie będąc letnim kierunkiem wakacyjnym dla Rosjan, obecnie ludzie uciekają z Krymu, gdy ogarnia ich panika.
Nawet popierany przez Rosję przywódca Krymu ostrzegł w mediach społecznościowych, że „w najbliższej przyszłości duże ilości paliwa nie będą dostępne w sprzedaży”.
Artykuł ten został pierwotnie opublikowany na stronie Fortune.com


