Arabia Saudyjska od dawna jest kluczowym sojusznikiem USA w regionie Zatoki Perskiej, a jej książę koronny Mohammed bin Salman wydawał się budować silny osobisty sojusz z prezydentem Donaldem Trumpem w trakcie jego kadencji. Jednak teraz oba te sojusze zostały poważnie nadszarpnięte przez „nierzetelne" zachowanie Trumpa na Bliskim Wschodzie. W rzeczywistości, po katastrofalnej wojnie Trumpa z Iranem, Saudyjczycy zaczęli postrzegać USA jako wręcz „zagrożenie dla narodów arabskich".
Wynika to z nowego raportu New York Timesa, który szczegółowo opisał, jak wojna Trumpa skłoniła Arabię Saudyjską do coraz większego sceptycyzmu wobec sojuszu z USA i przedefiniowania własnych interesów bezpieczeństwa.
Być może najwyraźniejszym przykładem tego było, gdy Trump próbował uruchomić misję zapewniającą osłonę lotniczą statkom usiłującym przepłynąć przez wówczas zamkniętą Cieśninę Ormuz podczas kruchego zawieszenia broni. Kiedy jednak Centralne Dowództwo USA zwróciło się do Arabii Saudyjskiej o zgodę na wykorzystanie jej przestrzeni powietrznej, ze zdziwieniem otrzymało odmowę: „Amerykanie nie skonsultowali się z Saudyjczykami", a ci ostatni nie byli z tego zadowoleni. Co więcej, po serii telefonów między Białym Domem a Rijadem „książę koronny obstawał przy swoim, obawiając się, że amerykański plan może na nowo rozpalić wojnę", a Trump był zmuszony porzucić ten plan, zanim jeszcze się rozpoczął.
„Stracili zaufanie do administracji i uważali, że jeśli pozwolą USA korzystać z ich przestrzeni powietrznej, zostaną jeszcze mocniej uderzeni przez Iran" – powiedział Hussein Ibish, naukowiec z Arab Gulf States Institute w Waszyngtonie.
Ten incydent, jak wyjaśnia Times, uwypukla, jak amerykańscy i saudyjscy urzędnicy „coraz bardziej różnią się w podejściu do bezpieczeństwa w regionie, szczególnie w odniesieniu do Iranu i Izraela. I coraz częściej Saudyjczycy postrzegają rząd USA jako nierzetelny, a nawet niekiedy zagrożenie dla arabskich narodów Zatoki Perskiej."
Według Timesa: „Od czasu ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran 28 lutego Arabia Saudyjska stara się wytyczać środkowy kurs, aby chronić swoje interesy. Udzieliła wsparcia wojskowego i dyplomatycznego Stanom Zjednoczonym i została zaatakowana przez Iran. Jednak królestwo sprzeciwiało się również panu Trumpowi w kluczowych momentach, demonstrując swoją siłę, gdy wyczuwało większe niebezpieczeństwa wynikające z agresji amerykańskiej i izraelskiej."
Teraz, zamiast współpracować z odpowiednikami w Waszyngtonie, „saudyjscy urzędnicy rozmawiają bezpośrednio ze swoimi irańskimi odpowiednikami na temat kontroli Iranu nad cieśniną, arsenałem rakietowym i wsparciem dla regionalnych milicji — wszystko to saudyjskie kierownictwo uważa za większe zagrożenie niż kwestia nuklearna." A gdy administracja Trumpa zmaga się z osiągnięciem trwałego porozumienia pokojowego, „Arabia Saudyjska i inne arabskie narody Zatoki Perskiej naciskają na wynik, który ochroniłby je przed konsekwencjami, gdyby Iran, Izrael lub Stany Zjednoczone wznowiły szeroko zakrojone działania wojenne." Na podstawie nieudolności Trumpa podczas wojny, jak wyjaśnia Times, „Saudyjczycy kwestionują, czy Amerykanie zaoferowaliby jakąkolwiek ochronę lub wykazali się rozsądnym osądem w przyszłym konflikcie."
Co więcej, choć Trump próbował wzmocnić swój sojusz z Saudyjczykami, czyniąc z tego kraju swoją pierwszą ważną zagraniczną podróż w obu kadencjach, publicznie kpił z bin Salmana podczas wojny. Podczas forum inwestycyjnego w Miami zorganizowanego przez Arabię Saudyjską Trump zaszokował publiczność, mówiąc: „Nie sądził, że będzie lizał mój tyłek" i innymi uwłaczającymi uwagami.
Teraz, gdy administracja Trumpa bezradnie stara się sfinalizować plan pokojowy, „saudyjscy urzędnicy przyjmują postawę wyczekującą wobec wyników porozumienia. Przede wszystkim nie zobowiązali się do żadnych funduszy na odbudowę Iranu, czego porozumienie wymaga od Ameryki i jej regionalnych partnerów."


