Wynik 125-94 rozstrzygający o losach serii nieuchronnie zepchnął to spotkanie na śmietnik koszykarskiej historii. Fakt, że Pistons przegrali siódmy mecz u siebie, jedynie podkreśla ich żałosną postawę. Rzuca to wyraźny cień porażki, pozostawiając po sobie obraz pustych miejsc na trybunach na długo przed końcową syreną, nie wspominając już o tym, że chwila okazała się dla nich zbyt wielka.
Jednak kontekst ma znaczenie, szczególnie w maju, kiedy narracje bywają zbyt surowe. Pistons nie tylko przegrali kilka dni temu; przypomniano im, czego naprawdę wymagają wyższe szczeble fazy playoff. Weszli do półfinałów Wschodu jako rozstawieni z numerem jeden i właściciele jednego z najbardziej nieprawdopodobnych zwrotów akcji w National Basketball Association. Wyszli z nich poobijani i poturbowani, ale z lekcją, która powinna ostatecznie okazać się przydatna.
Przez sześć meczów Pistons przekonywali siebie i większą część świata koszykówki, że sama determinacja może przechylić serię na ich stronę. Wymusili mecz decydujący po wygraniu czterech meczów eliminacyjnych po drodze; nie był to mały wyczyn, ale zbudowany na uporze, a nie na klasie. Cade Cunningham grał w obliczu fizyczności z niezwykłym spokojem, biorąc pod uwagę jego względne niedoświadczenie. Ausar Thompson zamienił chaos w użyteczność. Nawet uzupełniający skład, miejscami sklejony naprędce, zdawał się rozumieć swoją destrukcyjną rolę.
Innymi słowy, Pistons nie mieli wznosić się tak szybko. Ale siódmy mecz odarł z wszelkiego romantyzmu nowicjusza i przypomniał wszystkim o hierarchii. Cavaliers wyglądali dojrzalej tam, gdzie to ma znaczenie: bardziej regularne rotacje, czystsze odczyty, ostrzejsze rozpoznanie, kiedy atakować, a kiedy czekać. Gdy wszystko było na szali, Donovan Mitchell zaliczył gwiazdorski występ, który zadecydował o wszystkim; choć jego 26 punktów, 6 zbiórek i 8 asyst nie zostanie zestawione z o wiele bardziej spektakularnymi wybuchami w siódmych meczach w historii ligi, nie można kwestionować ich znaczenia. Dyktował tempo bez wymuszania go, rozumiejąc, co dawała mu obrona i działając stosownie do tego. Pozostali czerpali z niego energię; Jarrett Allen i Evan Mobley razem zanotowali 44 punkty, 19 zbiórek i 7 asyst, podczas gdy skuteczna gra Sama Merrilla efektywnie poszerzyła boisko.
Liczby nie kłamią. Cavaliers rzucali lepiej, zbierali lepiej i, co najważniejsze, wydawali się nieporuszeni stawką. To właśnie ta różnica oddzielała ich od rywali przez cały wieczór. Byli już w takich sytuacjach i wiedzą, co to znaczy, niezależnie od nieobecności w Finałach Konferencji od 2018 roku. Z drugiej strony, istnieje pokusa, by uznać Pistons za drużynę z poważnymi wadami. Cunningham chybił wszystkich siedmiu rzutów za trzy punkty. Tobias Harris nie trafił żadnego rzutu z gry. Rzucali z 35-procentową skutecznością z boiska.
Statystyki zdominują dyskusje w trakcie okresu poza sezonem, wraz z typowymi uwagami na temat braku równowagi w składzie i braku kreacji z obwodu. Jednak prawda jest mniej surowa. Młodzi pretendenci rzadko wspinają się po prostej linii. Thunder potrzebowali wielokrotnych rozczarowań, zanim stali się tym, kim są teraz. Celtics błądzili przez lata prawie-sukcesów. Nawet własna podróż Cavaliers po drugim odejściu LeBrona Jamesa pozostaje naznaczona ich monumentalnym powrotem z deficytu 1-3 w Finałach w 2016 roku. Playoffs nie oceniają jedynie talentu; testują wytrzymałość i zdolność do przyswajania upokorzeń bez pozwalania, by skostniały.
Naleganie głównego trenera J.B. Bickerstaffa w jego podsumowaniu, że sezon był „nie rozczarowaniem", zostało przyjęte z dezaprobatą. Niemniej jednak nie myli się. Pistons wygrali 60 meczów, przeżyli pierwszą rundę i wielokrotnie patrzyli śmierci w oczy. Żaden z poczynionych przez nich postępów nie zniknął tylko dlatego, że Cavaliers zadali im brutalne lanie. Jeśli już, to sposób porażki podkreśla, jak wiele pracy mają jeszcze przed sobą, zanim osiągną status elity. Są na dobrej drodze do sukcesu. Jak długo potrwa ta podróż, zależy od nich samych.
Anthony L. Cuaycong pisze Courtside od czasu, gdy BusinessWorld wprowadził sekcję sportową w 1994 roku. Jest konsultantem ds. planowania strategicznego, operacji i zarządzania zasobami ludzkimi, komunikacji korporacyjnej oraz rozwoju biznesu.


